Recenzja

Książka Tajemnice Warmii i Mazur

Polska jest krajem absolutnie fascynującym. Wiele, często i słusznie utyskiwaliśmy na nasze położenie i historię, ale to właśnie one sprawiły, że dziś mamy u nas fantastyczne miejsca, budowle i konstrukcje, a także łączące się z nimi wspomnienia, zagadki i tajemnice. Część z nich odkrywa książka Tomasza Sowińskiego "Tajemnice Warmii i Mazur. Historie, jakich nie znajdziecie w internecie". Miejsca opisywane przez autora mogą być wszędzie, prawie w każdym miejscu, a już na pewno jest ich mnóstwo, kiedy próbujemy ogarnąć je w obrębie całego regionu kraju. Niektóre województwa doczekały się nawet swoich kronikarzy, tropicieli zagadek. Warmia i Mazury właśnie kogoś takiego dostały - to Tomasz Sowiński.

Z wysokiego „C”

Ostatnio coraz modniejszym tematem są poniemieckie obiekty z czasów II wojny światowej, najlepiej podziemne albo przynajmniej w formie potężnych bunkrów. Na Mazurach takowych nie braknie, wszak wszyscy znają Wilczy Szaniec czy Mamerki… I tu ujawnia się istota podtytułu książki Sowińskiego: "Historie, jakich nie znajdziecie w internecie". Otóż nie zajmuje się on powszechnie znanymi miejscami, ale od razu rzuca na głęboką wodę, stawiając czytelnika u progu nierozwiązanej dotąd zagadki kętrzyńskiego podziemnego miasta, racząc zgoła sensacyjnymi doniesieniami o konwojach z patrąskich lasów, pracach na gryźlińskim lotnisku, w zakładzie Stiber czy też o zagadkowych korytarzach Okartowa. Wszystkie stawiane tu pytania fascynują, a sprawy i wydarzenia, choć omówione pokrótce, wzmagają ciekawość. Aż szkoda, że tak wiele z nich pozostaje w książce Sowińskiego bez wyjaśnienia i odpowiedzi, ale czyż wówczas byłyby tajemnicami? Autor jednak tropi, poszukuje, snuje hipotezy; bada dotąd niezbadane, często pomijane fakty. Buduje układankę z drobnych niekiedy elementów, ułamków faktów, relacji, dokładając czasem coś od siebie. Nie tworzy jednak własnych rozbudowanych teorii, raczej relacjonuje dociekania innych, co niewątpliwie wzbogaca lekturę. Jeździłem po Mazurach, pływałem, a o niektórych z tych miejsc nawet nie słyszałem!

I podobnie dalej, omawiając w kolejnym rozdziale „Siedziby”, autor jedynie na początku wspomina o najznamienitszych krzyżackich zamczyskach, a i to tylko w kontekście wychodzących z nich podziemnych korytarzy, reklamowanych "do znudzenia" przez przewodników. Potem znów zabiera czytelnika w miejsca nieznane, bo co komu mówią takie nazwy jak Dzierzgoń, Bezławki, Przezmark czy Sątoczno? Warto też wiedzieć, gdzie jeszcze stoi, choć "ostatkiem sił", Pruski Wersal albo który z byłych już niestety warownych folwarków zwano Małym Malborkiem. Po lekturze, która przyprawia o lekką zadyszkę z powodu nagromadzenia faktów i ich skrótowego ujęcia, nazwy dotąd puste nie tylko przemówią, ale też zaintrygują, a niekiedy i zbulwersują swymi losami. Zwłaszcza, gdy czytelnik dowie się, jak piękne i ciekawe budowle „beztrosko” niszczeją, bo nie ma komu się nimi zająć…

Ślady bardziej ulotne

W kolejnych rozdziałach autor w podobnym tonie proponuje przemierzanie eksplorowanych krain tropem ludzi. Najpierw wiedzie czytelnika śladem „Sławnych w krainie jezior”. Zaczyna też ostro, od nie byle kogo, bo od Napoleona, który w miasteczkach oraz wsiach Warmii i Mazur „bywał” na początku XIX wieku. O ile to tylko epizody w biografii Małego Kaprala, to w życiu innych Warmia i Mazury znaczyły znacznie więcej. Sowiński opowiada o tutejszych działaniach niemieckiego feldmarszałka Paula von Hindenburga (pod Tannebergiem w 1914 r.), nieco zapomnianej dziś działalności "wyklętego" dowódcy - majora Zygmunta Szendzielarza ps. "Łupaszko", czy wreszcie noblisty rodem z Prus - Emila Adolfa Behringa. Napomyka też, szkoda, że coraz bardziej skrótowo, o postaciach, których lokalne fortuny wyrosły z handlu i przemysłu - Henrym Strousbergu, Ferdynandzie Schichau, a także o tych, którym sławę przyniosły podróże - tragicznych braciach Ejsmont czy Bogusławie Domaniewskim. Na zakończenie podnosi znów nieco napięcie, przypominając o wciąż niewyjaśnionych zagadkach, które do końca swych dni skrywał Gauleiter (nadprezydent) Prus Wschodnich, Erich Koch.

Następnie pojawiają się opowieści o niemniej tajemniczych zakonach, stowarzyszeniach czy wspólnotach religijnych: unitariuszach, masonach i mormonach. Systematyczne, syntetyczne, niekiedy wręcz "suche", a czytelnika wciąż dręczy jedno - krótko, krótko, za krótko…

„Skarby małe i duże”

Tak nazywa się jeden z ostatnich rozdziałów. W istocie, ostatnia część książki to zbiór "slajdów" już nie tyle informacji, ile notek o "drobiazgach" - wartych poznania i ciekawych, ale trudnych do zebrania pod jakąś wyraźną myślą przewodnią, co tworzy niestety pewien chaos. Na pierwszy ogień idą zagadkowe historie związane z techniką: projekty elektrowni powietrznych czy pomp napędzanych wodą. Czytelnika zdumieją zapewne niesamowite konstrukcje tzw. betonowców, czyli barek budowanych z… betonu właśnie!

Kolejne "drobiazgi" to niczym wyrwana z filmu grozy historia enkolpionu "wyłowionego" z… pola kartofli, ponura "klątwa" odkopanej zastawy z Pieli i rozbudzające wyobraźnię pytania o szklane negatywy o nieznanej treści i pochodzeniu. Więcej odpowiedzi - tu książka nabiera charakteru bardziej przewodnikowego - znajduje się w podrozdziałach o monumentalnych wieżach Bismarcka, pomnikach, nekropoliach, kapliczkach, a nawet o warmińskich i mazurskich dzwonach! To właśnie tu najwyraźniej ujawnia się to, czym różni się pasja i tworzony z nią informator/przewodnik od typowej publikacji komercyjnej.

Sowiński udowadnia, że warto zejść w głąb - dosłownie i w przenośni. Choć momentami przeszkadza trochę w lekturze jakość, a w szczególności lilipucia wielkość reprodukowanych zdjęć, które mają w końcu coś czytelnikowi pokazywać, to nade wszystko jest to pozycja informacyjnie po prostu bezcenna.

Wiele z opisanych miejsc trudno dostępnych, ukrytych jest w lesie; sporo poniszczonych (prawem zdobywców i wandali), ale i bezcennych, może niekoniecznie ze względu na wartość stricte historyczną, a z całą pewnością przez ich klimat; niepowtarzalny klimat Warmii i Mazur, który autorowi udało się ukazać ze strony tak zaskakującej, że z pewnością niejednego odkrywcę-amatora przyciągnie na szlaki, póki co, cicho zarastające tuż u wybrzeży jezior, po których pływają tłumy.

Tomasz Nowak

2009